Najbanalniejszy wiersz
Autor: Brzechwa
Na parapecie wsparta
Siedzi w niebieskiej sukni,
Nazywa się pewno – Marta
Lub może jeszcze smutniej.
Siedzi w otwartym oknie
I czyta stare wiersze,
Przebrzmiałe już bezpowrotnie
Jak pocałunki pierwsze.
Litery drukowane
Przed jej oczyma skaczą,
W jej sercu nie zakochanym
Jesienny dzień się zaczął.
Spogląda obojętnie
W ulicę spowszedniałą,
Gdzie jakaś dziewczyna skrzętnie
Sprzedaje swoje ciało.
Spogląda i zazdrości,
I w dłoniach oczy chowa,
Że nawet takiej miłości
Los jej nie podarował.
Zerknij też na te wiersze:
12 Sierpień 2008 - 12:48
…ja wlasnie nazywam sie Marta. Tego wiersza Brzechwy nie znalam. Poniewaz moje zycie tez mi sie nie ulozylo…zrobil na mnie “najbanalniejsze” wrazenie. Widac juz za czasow Brzechwy istnialy niespelnione Marty!
Ten wiersz – to samo zycie, a Brzechwa widac znal je bardzo dobrze.
Pozdrawiam
16 Kwiecień 2009 - 06:09
ja też jestem Marta ;p
16 Kwiecień 2009 - 20:19
a poza tym pomógł mi w konkursie recytatorskim