Kawiarnia

Autor: Herbert

Nagle dostrzega się, że w szklance nie ma nic, że podnosi się do
ust przepaść. Marmurowe stoliki odpływają jak kra. Tylko lustra
wdzięczą się w lustrach, tylko one wierzą w nieskończoność.
Oto pora, gdy należy, nie czekając na morderczy skok pająka,
odejść. Nocą można przyjść znowu, aby przez zapuszczoną kratę
obserwować upiorny szlachtuz sprzętów. Bestialsko pomordowane
krzesła i stoliki leżą na grzbietach z nogami wyciągniętymi
w wapienne niebo.

Zerknij też na te wiersze:

  1. Anińskie noce
  2. Zima
  3. Przedmioty
  4. Kot
  5. Powrót

Zostaw komentarz

Google
Sieć www.dobrze.pisz.pl