Fryburg po śmierci Konstantego Danielewicza

Autor: Krasiński

Troje nas było w tym gockim kościele.
Zdało się Losom, że nas jest za wiele;
Wilec z trojgu jeden, Losem naznaczony,
Odszedł, z tej ziemi w zagrobowe strony.
Dwoje nas tylko na świecie zostało
I czujem dzisiaj, że nas jest za mało!

My nie wiedzieli pod tych wleżyc cieniem,
Okien tych barwnych wleńczeni tęczami,
Ze lat trzy minie – a będziemy sami -
I on nam w sercu już tylko wspomnieniem!
Nie przeczuwali – ani pomyśleli -
Ze lat trzy minie – a grób nas przedzieli!
Że czoło jego – to śnieżne – to dlumne -
W myśl, tak promienne, pójdzie spocząć w trumnęl
A gdy grał z tobą tę pleśń Mozartową,
Pteśń nieśmiertelną śmierci – pieśń królową,
On sam nie wiedział, że samemu sobie
Kładzie akorda – jak napte – na groblel

Czy ty pamiętasz tę salaichatną posłać?
Ten wzrok, tak pełan ukrytej katuszy?
Te słowa mądre, co musiały zostać,
Ody raz słyszane, w słuchającej duszy?
I te przepiękne – blade – smętne lica,
Z których wewnętrzna biła tajemnica?
Ten chód tak lekki, jak nie z tego świata?
Ten ruch łagodny, a razem wspaniały?
Czy ty pamiętasz poistać mego brata?
Kształt ten, co w, trumnie dziś zanurzon cały?
On zniknął – zniknął – my dotąd pod słońcem
Z tej strony grobu, przed łez, trosk, mąk końcem!
Boga się pytaj! czy nie przeznaczeni,
Jak żagle w burzy, zdzierać się w przestrzeni
I bez spoczynku, na zawsze skazani,
Płynąć po falach – nie znaleźć przystani!

Patrz na ten kościół – on spokojnie stoi!
Tam z wami żyłem, wy drodzy, wy moi!
Dzień schodził w górach po winnic zieleni,
Qdzie bory szumią i potok się pleni!
A w wieczór razem – w cichym razem domu,
Razem we trojgu. – Tak zawsze l wszędzie
Kiedyż być miało. – Już nigdy nie będzie!
Bo weń uderzył Boiżego cios gromu!
Nie piorun burzy, co tamte hart głazu.
I serce ludzkie rozrywa ad razu,
Lecz cichy – zdradny – z wolna – źmijowaty,
Grom, co się weipka popod samo serce,
Aż wyssie z lica wszystkie lica kwiaty
I zgasi życie w ostatniej iskierce!

Oczy roztworzył po wielu dmiach męki,
A, nie mógł ścismąć mi, konając, ręki!
I choć przytomny – zeszedł bezprzytomnie,
Bo spojrzał tylko – a nie rzekł nic do mnie!
Wzrok jeden rzucił – w górę – w niebo – w Boga!
I czoło schylił. – Zmartwiał wzrok, rzucony
Raz stąd ostatni w ponadziemskie strony!
Skrzepł, wzrok ostatni – i wszczęła się droga,
Co duszę jego porywając z ziemi,
Złączy śmiertelną tam z nieśmiertelnemi! -
Tam – w tych przestworach bez miary – bez końca -
Kędy szlak kazden po gwieżdtetetym niebie
Wiedzie, o Panie, w blask Twojego Słońca -
I ma na końcu, Ojcze, tylko Ciebie!
A ciało martwe zostało mi w ręku,
I padłem obok bez łzy i bez jęku!
I takem leżał przy tym ciele długo,
Jakby sam zdjęty przy nim śmiercią drugą!
A gdym się ocknął – i spojrzał w te zwłoki,
Tlał na tym czole wyraz tak wysoki
I twarz ta była tak piękna, na nowo,
Że mi się zdała – twarzą Chrystusową!
I kląkłszy nazad przed trupem w pokorze,
Krsytonąłem pewny: “On Twój, Panie Boże!”

Wtedym zapłakał – nie nad nim – nad sobą!
Bo samolubną ogarnian żałobą,
Pustynię życia ujrzałem dokoła!
Twój obraz tylko podniósł się z oddali,
Jak kształt drugiego losów mych, anioła,
I płyinął ku mnie na dmi moich fali!
Zresztą głos żaden już na mnie nie woła!
I żadno czucie wzruszyć mnie nie zdoła!
Czy kwiatki kwitna, czy świat w proch się wali,
Wszystko mi jedno – i jedno na wieki!
Bo! duch mej duszy ode mnie daleki!
On, co miał wspierać mnie wśród nawałnicv
I dźwigać ze mną z grobowej ciemnicy
Cień zmarłej Matki – by Chrystusów wzorem,
Bóg nasz pogrzebam witał Tryumfatorem!
On, co miał ze mną – - – ach! serce marzyło!
Lecz o tym wszysitkim już dzisiaj nic marzy!
Przybyło więcej tą jediną moguą
Do mogił – naszych – bezdzietnych cmentarzy!
Mniej coraz duchów na Matki obronę!
Wszystkie precz idą – a w tę samą stronę:
Za świat – za Polskę – w niewidzialność grobu!
I naim tu walczyć już nie ma siposobu!
Serca podniosłe pękły. – I myśl wszelka,
Byleby tylko wolna – silna – wielka -
Zegna się z nami. – Wszystko, co jest Boże,
Tu nas opuszcza – i o złej godzinie
Przepada w jakieś zagubienia morze,
W oczach się naszych rozpływa l ginie!

Los mi przeciwny. – Życia mego chwalą
Śpi w jego grobie – bez niego ja niczem!
On mi był siłą, co mi rozum dała,
Bo mnie gnał naprzód wiecznym prawdy biczem!
On serce moje umiał wyżej męki
Stroić, jak lutnię, w mąk zwycięskie dźwięki!
On jędrnym słowem tłumaczył mi wiele -
Milczeniem nawet mówił życia cele!
I gdym posłuchał głosu jego chwilę,
Czułem, żem w duchu odrodzon na sile!
Wtedy mi w piersiach dzikie biło męstwo!
Świat mi wyglądał jako pole czymu!
Już mi w odidałi jaśniało zwycięstwo
I kwitł na skroni przyszły liść wawrzynu!
A teraz? w czarze nad brzeg już truciznai!
On w grobie jednym – äw drugim Ojczyzna!
I na tych grobach ja, miotany szałem,
Z tobą silę jedną, o siostro, zostałem,
Z tobą już tylko! -
Aniele niewieści,

Tyć przy mnie dotąd – nie odeszłaś jeszcze!
Ja w twych spojrzeniach rozpacz moją pieszczę!
Lecz w twoim ręku, ach! miecz się nie zmieści!
Tyś Anioł piękna – tyś Seraf pokoju!
Dłoń twa ze śniegu nie krwawi się w boju,
W dzień sądny zemsty ty wśród twego ludu
Nie staniesz przy mnie – i kiedy w noc ciemną
Grom. śmierci spotkam miasto zwycięstw cudu,
Padnę sam jedem – ty nie padniesz ze mną!
Ni z konia nawet, schylona z ukosa,
Nie ściśniesz ręki mi wśród trupów stosa!
I na tym krwawym żołnierza pogrzebie
Przy bracie twoim, aicti! nie będzie ciebie!

Lecz nim ta chwila nadejdzie – a może
Nie przyjdzie nigdy – tyś moim zbawieniem!
Tęczą jedyną w zaćmionym przestworze!
Miłości mojej tyś ostatnim pieniem!
Niech głos twój słyszę – niech dotknę się dłoni!
Ta dłoń mnie może – od zguby – obroni!
A głos twój jeszcze może w tchnienia wieszcze
Pierś tę samoftną zaludini – rozdzwoni!
Chodź płakać razem ponald grabów głazem,
A z leż tam naszych wzrosną smętne – duże -
Jako krew spiekła z smultku – czarne róże!
Z nich wieniec rzucim na Polski mogiłę!
A drugi jemu złożymy w ofierze!
On wtedy z niebios zesale tu nam siłę,
Byśmy żyć mogli i umierać w wierze!
O siostro moja! w wierze, że ta Święta,
Co śpi w wiezieniu, zerwie w końcu pęta -
I że Bóg świata – to Pan miłosierny,
Na pyszne pyszny – ale wiernym wierny!

Zerknij też na te wiersze:

  1. Pieśń poranna (Kiedy ranne wstają zorze)
  2. Pieśń przy grzebaniu zmarłych
  3. Pieśń podczas pracy w polu
  4. Pieśń o deszcz
  5. Pieśń o pogodę

Zostaw komentarz

Google
Sieć www.dobrze.pisz.pl