Poeta

Autor: Krasiński

Wierzę w Nadzieję, w Miłość nieskończoną,
W Dobroć i Piękność i w Straż duchów nade mną -
W Swiatło niebieskie i w Wiosnę zieloną -
Lecz wierzę razami w potęgę podziemną,
Co morzem trucizn na świat ten wylana -
W żart losów wierzę i w śmiechy szatana!
W Nędzę, w Ubóstwo i w Ból, i w Chorobę -
W męczeństwo ciała i w ducha żałobę,
W rozdział na wieki i samotne zgony! -
Świat złego także bywa nieskończony! -
Darmo się zżymać – czy później, czy wcześniej,
W jęk się przełamią marzonych snów, pieśni!
Bo los nas skazał z odwiecznej rachuby
Życiu, co wiedzie – przez mękę – do Zguby!
Miecz temu pęknąć, lutnia prysnąć musi,
Kto się o chwałę lub o cześć pokusi!
Bo, do wiecznego wtrącony więzienia,
Skąd nie zawrócą na świat jego pielnia,
Mrzeć w więzach będzie, aż w tej czarnej nocy
Przeklnie sam siebie i pajdnie bez mocy!
Lub jeśli zdoła rozerwać kajdany,
To pójdzie błądzić ubogi – wyginany -
Po cudzych krajach, samotny śród świata,
Aż kiedyś wróci na rodzinną ziemię
Z wielkiej tęsknoty – i sam w ręce kata
Odda siwą głowę jak nieznośne brzemię.
Bo na granicy moich zbóż i borów,
Moich chat wiejskich, mych szlacheckich dworów,
Moich rzek wartkich i stawów mych szklistych,
Wdzięcznych mych wzgórzów i łąk mych kwiecistych
Z czaszek mych braci, co polegli w boju
Lub w czarnych lochach poschli na szkielety,
Wzniesiona braima wiecznego pokoju
Błyszczy z daleka skrzącymi bagnety,
Orłów rozdartych powiewa skrzydłami,
Pnie się w arkady głów trupach słupami,
A w górze – kości, pod słońcem tające,
Sączą z jej szczytów krwi krople kapiące. -
A po jej środku stanął kat z toporom
I czeka wiecznie – nuż wróci wygnaniec? -
I strzeże wiecznie – nuż smugiem lub borem
Uciekać będzie za bramę tę braniec? -
By tych nie puścić do ojczyzny raju,
A tych odegnać od wolności kraju -
W miarę jak biegną z tej lub owej stromy,
On ich zatrzyma i, skuwszy ich w pęta,
Pierś im rozedrze żelaznymi szpony
I głowę ścina. – Każda głowa ścięta
Nie idzie zasnąć pod ziemię, do trumny,
Lecz, węgłem nowaj stanie się kolumny
Lub cegłą więcej na arkad sklepienie!
Co dzień przybywa tych żywych kamieni,
Piętro po piętrze wyrasta w przestrzenie
I śród błękitu z dala się czerwiami -
Trupie filary coraz wyżej lecą,
Błyski bagnetów coraz górniej świecą,
I tak się w niebo brama ta podnosi,
Co krwią mych braci moją ziemię rosi -
A na jej czole z suchych, ludzikilch kości
Wyryty napis co dzień ogromnieje,
Co dzień się groźniej nald światem czernieje
Przestrogą światu: “Tu próg spokojności.”-
Śpiewacze teraz, a poeto młody!
Ty, synu światła – kochanku, swobody!
Ty, gwiazdą ducha na czole znaczony,
Powstańże teraz, i bądź mi natchniony!
Patrz na tę bramę – czy wiesz, co ci wróźy?
Tam cel twej drogi, tam koniec podróży!
Bo jeśli w piersiach myśli tej nie zdusisz,
Co wiecznych skrzydeł od ciebie wygląda
I śpiewną prośbą twojej zguby żąda,
W tej bramie kiedyś ty gardło dać musisz!
A gdybyś z podłej przed losem bojaźni
Stłumił tę iskrę, co w duszy ci płonie,
Nie ręka śmierci, ale piętno kaźni,
Jak robak, stoczy twe wywiędłe gkroinie!
W przepaści serca pieśni twe wstrzymane
Zeżrą ci serce, jak jady rozlane,
I choć żyć będziesz pośród żywych ludzi,
Choć nieść otwarte przed słońcem powieki,
Zaprawdęś umarł, tyś umarł na wielki!
Już imię twoje nigdy się nie zbudzi!
A za toś umarł, żeś w otchłań wieczności
Rzucić się nic śmiał w całej życia alle;
Tyś sie; wycofnął od nieśmiertelności,
Boś nie chciał głowy w grob złożyćc na chwilę!
I zlękły, drżący nad przepaści progiem,
Tyś mniej niż człowiek – choć mogłeś być Bogiem!-
Teraz pójdź z lutnią, na rękach uiśpioną,
W całun zapomnień obleczony cały,
Ponad ocean wieków, kędy płoną
Lampy wspomnienia na grobowcach chwały -
A z morza tego i z onych cmentarzy
Głos wielkich zmarłych wstanie i zawoła:
“Czemuś tak zwiędłej i nikczemnej twarzy,
Ty, coś miał niegdyś wdzięczną twarz anioła?”
A ty, to słysząc, padniesz jak rzecz blada,
Ostatnim tchnieniem całując ich kości -
A głos powtórzy: “Biada temu, biada,
Kto z strachu upadł w pustynią nicości!”
Hańby więc takiej czeka na cię dola,
A jeśli nie chcesz – to śmierć lub niewola!
Strój ty więc lutnię; – lecz na pieśń pogrzebu,
I miecza chwytaj – na walkę daremną -
Bo skoro serce roztworzysz ku niebu
I z serca wyjmiesz Ofwą pieśń tajemna,
Posłatną w skargę na ziemi twój wroga
Z braci twych grobu do ojców twych Boga,
Wnet – patrzaj! – zewsząd światło słońca znika -
Nad głową twoją cień chmur się przemyka -
Widnokrąg blednie i niebo trupieje,
W górze sto wichrów zrywa się i śmieje,
Śród cieniów krwawe z złami larwy wstają,
O zdradę ciebie przed sąd pozywają;
I brzękiem kajdan twojej głowie łają!
Aż oczy twoje taka noc obrośnie,
Aż koło ciebie stanie się tak czarno,
A w sercu twoim tak gorzko – tak mamo -
Że choć ty niegdyś śpiewałeś o wiośnie,
Ze choć ty kochał, nie wspomnisz miłości -
Że choć ty wierzył, nie pojmiesz już wiary
I w tan porwany piekielnymi mary,
Ty zwątpisz nawet o bogach piękności!
Obaczysz tylko twoich braci zwłoki,
Sine ich miecze i krwi ich potoki,
Płynące a wolna – a na wzgórzach świata,
Patrz! tam, samotna stoi postać kała!
Paitrz! wzniosła topór śród wichrów zawici
I tym toporem wskazała na niebie
Gasnące gwiatedy ostatnie nadziei!
I schodząc, stąpa jak olbrzym do ciebie!
Lecz ty nie klękniesz, nie zadrżysz w tej chwili;
Bracia ją twoi przed tobą przeżyli -
I wszyscy rzędem pogrzebowym, długim,
W krew własną jeden opadli po drugim;
A gdy padali, nie znali, co trwoga,
I z wzgardą dumy patrzyli na wroga!
Ból śmiprci mija – ta chwila przepłynie -
Dopiero teraz, na zawsze mi dzielny,
Ty z grobu wstaniem, miody, nieśmiertelny -
A proch twój tylko w grobie tym zaginie!
I wdzięczność ludzi postawi twe imię
W ducha ludzkiego ponadzlemskim Rzymie,
Gdzie tym, co legli z namiętnej miłości
Dla chwały świata, dla dobra ludzkości,
Posągi stawią od pory do pory,
Na szczeblach wieków, jasne, widne z dala,
By czasu nigdzie nie wstrzymana fala
Tam się wstrzymała, gdzie tryumfaltory!
I czas tam staje, niby patrzy, słucha -
I dziwną pieśnią, wieczności westchnieniem,
Oblewa, płacząc, te posągi ducha,
Nie marmurowym wykute kamieniem!
Śpiewaj więc teraz, o poeto mło|dy!
Ty, synu świałła, kochanku swobody!
Choć znakiem śmierci na czole znaczony,
Powstańże teraz i bądź ml natchniony!

Zerknij też na te wiersze:

  1. Pieśń przy grzebaniu zmarłych
  2. Pieśń przyjacielska przy kielichu
  3. Do Justyny. Tęskność na wiosnę
  4. Przeciw fanatyzmowi
  5. Myśli jesienne do Xiążęcia Adama Czartoryskiego

Jeden komentarz do wiersza “Poeta”

  1. emila napisał(a):

    beznadzieja-zadługi;(

Zostaw komentarz

Google
Sieć www.dobrze.pisz.pl