W twoim ze śmierci ku życiu odrodzie…

Autor: Krasiński

W twoim ze śmierci ku życiu odrodzie,
Choć miotan będziesz po dziejów przestrzeni,
Jak trup rozbita na bezbrzeżnej wodzie,
Choć świat się tobie w Beznadzieję zmieni,
Choć grom po gromie wiarę twą przebodzie,
Bądź pełen wiary, bądź pełen nadziei,
Ty, śród olbrzymiej klęsk l prób zawiei
Zmartwychwstający mój polski narodzie!
Wiem, że nieszczęściu, które ciebie gniecie,
Nie ma równego dziś nieszczęścia w świecie -
Każden z żyjących ciebie tknąć się boi -
Krzywda i zawód – oto wierni twoi,
Co chodzą z tobą po ziemskim padole!
I ty, coś wrogów deptał zwycięstw wirem,
Ty, coś chrześciaństwa zwał się bohatyrem,
Stoisz dziś w ludów europejskich kole
Z piętnom porażki wiecznej na twym czole!
Nie dziw się – w czyscach leźnych pod mogiłą
Tak zawżdy bywa – bo grobowa jama
Nie matką żadną, co boleje sama,
By odkupione poświęcenia siłą
Dziecię, bez bólu, w świat się narodziło!
Komu powtórną trumna rodzicielką,
Ten sam boleścią musi boleć wszelką -
Za niego cierpieć nie może nikt drugi,
Bo z jego trudów dopiero zasługi
Z wolna, dniem po dniu, wyrabia się skrycie
W nim samym jego nadśmiertelne życie!
Na czas, aż próby wypełni się miara,
Zawiśnie nad nim przeszłych grzechów kara,
Śmierć mu pozorną wszystko zada wszędzie,
I on od wszystkich opuszczonym będzie!
I będzie nad nim urąganie tłumów,
Serc wszystkich zdrada i pycha rozumów!
Zdradzą go króle i zdradzą go ludy,
Brat niegdyś młodszy zmieni mu się w kata
I ci go zdradzą, których zbawiał wprzódy,
Gdy cięciem szabli rozcinał los świata -
Z dziejów się k!niemu wynurzą głębiny
Same Judasze i same Kainy!
Odtąd on musi rodzinnymi łany
Iść wśród ich rzędów, skuty w ich kajdany,
A nad zdradzonym, przezdrajczeni w pany,
Z przeplekielnionym od zbrodni obliczem,
Trzęsą w powietrzu mieczami i biczem -
A krzyczą jedni: “Zdejmiem ci okowy,
Lecz nie mów więcej rodzinnym językiem.”
Drudzy wścieklejszym jeszcze wrzeszczą rykiem:
“Nie dość, że własnej wyrzekniesz się mowy,
Lecz plwaj na matek i na ojców kości,
Byś zdeptał przeszłość, a w niej dni przyszłości!”
A ponad wszystkie groźniejszy głos woła:
“Ty nie nasz, póki nie zaprzaniec z ciebie;
Jeśli chcesz wyżyć, zaprzyj się Kościoła,
Jeśli chcesz wyżyć, bluźń Bogu, co w niebie!”

On Idzie – ciało krwawi się ranami -
Siność śmiertelna na licach się plami -
Lecz w głębi oka pomimo katuszy
Pali się iskra nieskonalna duszy;
Nią tylko zbrojny, gdy męczą go podli,
Jej żarem w niebo zwróconym się modli,
A choć krwią zbryzgan, skrępowań łańcuchem,
Choć odart z wiecznej korony wawrzynu,
Katowanego ciała każdym ruchem
Wraża w zabójcę, że króluje Duchem,
I stąpa pośród zbydlęconych gminu,
Jak namaszczeniec do świętego czynu!

Wokół Europa – bez czucia – bez dumy -
Zgrzyt kół stalowych – parociągów szumy -
a I do bram giełdy cisnące się tłumy,
Co nań się czasem obejrzą z daleka
Przeżydowszczonym chucią zysku wzrokiem
I rąk zdziwionych wskazują natłokiem
Krew męczennika, co w proch ziemi ścieka -
° Wtedy głos słychać tej mieszczańskiej rzeszy:
“Czemu ten człowiek tak się na śmierć spieszy?
Nowożytnego znać nie posiadł zmysłu,
Co skupia ludy w kościele przemysłu
I narodowe gluzując przesądy,
Godzi podbitych z zaborczymi rządy,
Bo im za ojczyzn wywietrzała marę
Nadają: wolność handlową i parę.”
Tak mówią sobie ponad giełdy progiem. -
I on sam w świecie – lecz sam z wielkim Bogiem,
Co złu wszelkiemu dał żądło skorpiona,
Którym się w końcu przebija i kona -
Co wieki sądzi wciąż wieków rozwojem
I tych, co podłość od siebie odparli,
Dniami nadgradza, w których wstają zmarli,
Na próżno w otchłań zstrąceni podbojem!
Więc tak iść dalej musi bez wytchnienia
Śród tłumu katów i kupców plemienia
Aż do ostatnich wyżyn Wszechcierpienia.

Wytrwaj, o wytrwaj w tym strasznym pochodzie
Śród dziejów świata, mój polski narodzie!
Bądź męstwem wielki, cierpliwością święty,
Bądź przed wrogami wolą nieugięty,
Niechaj cl z serca nie wydrze ojczyzny
Żaden gwałt ziemski ni ziemska pokusa -
Nie wierz w podrzuty Pychy ni Wścieklizny,
Wierz tylko w słowo i w przykład Chrystusa!
Tam w końcu tylko zwycięstwo – gdzie cnota -
Tam zmartwychwstanie tylko – gdzie Golgota -
Miłości tylko żar więzy spopiela -
Krzywdą, noszoną w piersiach od lat wiela,
Ten tylko stanie na wydarzeń czele,
Ton tylko wrogów stopom swym podścielę,
Kto wiele cierpiał i kto kochał wiele!

*

Patrz! jak w Europie od rozbiorów chwili
Los mściwie miota przeznaczeń dziedziną!
Jak wszyscy, którzy ciebie opuścili,
Sami od wszystkich opuszczeni giną!
Patrz! – Ledwo wielka twa siostra zachodnia,
Mordercom twoim nie stawiać oporu,
Z podań rycerskich zestąpiła toru,
Wnet nią owłada szał – strach – mord i zbrodnia!

Twych rozbiorników nauczon przykładem,
Lud w otchłań gwałtu rzuci się ich śladem;
Jak oni, uzna, że potęgą zdrada,
Jak oni, krzyknie: “Bezsilnemu biadał”
I głowa króla z rusztowania spada!
Nad nocą Francji od one] godziny
Świeci błysk tylko noża giliotyny;
Wciąż w dół zlatuje i wciąż wschodzi w górę -
A krew pod spodem upływa bałwanem
I dym z niej rośnie w calunową chmurę,
I nic nie widać na ciemnicy świata
W dole prócz ludu, a w górze prócz kata,
Co po kościele i państwie rozwianem
Mnóstw tych jedynym królem i kapłanem!

*

Widziałem, Panie, jak znikomym sianem,
Skoszonym w wieczór, choć zielniało ranem,
Sprawy są ziemskie. – Widziałem ojczyzny
I ludy, Panie, widziałem wścieklizny
I bohatyrstwa ginące pospołu
I do jednego pozrzucane dołu!
Same pod słońcem widziałem cmentarze!
Kończą się państwa, kończą się mocarze -
Kończy się wszystko, co poczęte w dumie,
I Co w przebiegłości – odwadze – rozumie -
Jedna ta cnota kończyć się nie umie
I gdy w ten życia zapłodnień jest zaród,
Najumarlejszy zmartwychwstawa naród!

*

Z Ducha Świętego trzeciej błyskawicy
Wyjrzał Syn Boży z głębin Tajemnicy
I zasiadł, jasny, na ludów stolicy!
Przeminął ucisk – uciekła precz trwoga -
Ludzkość już patrzy twarzą w twarz – w twarz Boga -
Wie, że już kwieciem ciernista korona
I krzyż Golgoty kwieciem porośnięty,
Bo na to tylko Syn niebieski kona,
By z Niebios zstąpił po wiekach Duch Święty!
A gdy na ziemi Duch uwielbi Syna,
Wtedy Syn w pełni królować zaczyna -
Z świata starego wybłyska świat nowy -
Łzy już ostatnie spadają z ócz ludzi -
I z ramion ludzkich ostatnie okowy -
Śpij jeszcze, ziemio! – Wnet Pan twój cię zbudzi!

Zerknij też na te wiersze:

  1. Pożegnanie z Lindorą w górach
  2. Pieśń mazurska
  3. Do mojej przyszłej
  4. Przeciw fanatyzmowi
  5. Pieśń podczas pracy w polu

Zostaw komentarz

Google
Sieć www.dobrze.pisz.pl