Znasz, co namiętność? czy ty wiesz, co piekło…
Autor: Krasiński
Znasz, co namiętność? czy ty wiesz, co piekło,
Gdy myśl, jak skorpion, w ogniu się przewraca,
Gdy serce kipi źąidzą szczęścia wściekłą
I życie życiem co chwila się skraca?
Czy wiesz, co próżnia? czy znasz świat nicości,
Gdzie wszystko zmarło, a żyć jeszcze trzeba,
Żyć bez nadziei i żyć bez miłości,
Patrząc się w niebo, nie wrócić do nieba?
Serce się moje w perzynę rozwiało,
Byłem tak smutny jak nocy milczenie -
Bytom tak zimny jak umarłych ciało -
I tak samotny jak umarłych cienie!
Na ustach moich drgał śmiech żartobliwy,
Ludzie go mieli za radości znamię -
Ludzie mówili: “Jaki on szczęśliwy!”
Jam tylko wiedział, że ten śmiech mój kłamie!
Tak długom błądził na życia pogrzebie,
Nie znałem duszy, co by mnie pojęła -
Anim jej szukał – aż spotkałem ciebie,
Równie samotną, i żądza mnie zdjęła
Jeszcze raz w życiu spojrzeć w twarz anioła,
Jeszcze raz w życiu, nim zamknę powieki,
Nim darń cmentarzy dotknie mego czoła,
Wyrzec do ciebie: “Teraz i na wieki!”
Znów czuję węża, który mnie oplata!
Znów czuję Boga, który mnie porywa! -
Sen śmierci znika, a w obszarach świata
Hymn wniebowstąpień zewsząd się odzywa.
Jakaż to przestrzeń kwiecista pode mną!
Jakież sklepienie błękitu nade mną!
Wszystkimi marzeń zasiane tęczami -
Wszystkich aniołów zasute skrzydłami -
Słońc, gwiazd, księżyców okryite rajami!
*
Znów serce bije. To wiosna nadchodzi -
Słyszę śpiew ptaków i czuję woń róży! -
Bujam po morzu gdzieś w skrzydlatej łodzi -
Wody tak ciche – ach! nie będzie burzy.
Żagiel mój biały, jak sztandar, powija,
Przestwór lazuru ciągnie się przede mną;
Ta, którą kocham, może płynie ze mną,
Może w jej duchu mój duch się odbija?
Moźe, gdy patrzy na te śliczne fale,
Głos tajemniczy szepce jej do ucha
Spowiedź mej duszy i wszystkie mc żale?
- Tylko czyż ona tego głosu słucha?
A może teraz, gdy oczy zwróciła,
A jam me czoło pochylił w cierpieniu,
Mówić coś chciała? – Lecz nic nie mówiła -
Rękę jej tylko ścisnąłem w milczeniu.
Czy to nie widmo, które ja stworzyłem
I w chwili natchnień sam wywiodłem z siebie?
Nie! Tej postaci ja nie wymarzyłem!
Ona przez Boga wymarzona w niebie!
I tu na chwilę tak krótką zleciała,
Jak anioł siadła przy mej łódki sterze;
Alch! gdyby tutaj na wieki została!
- Śmiejcie się, wiatoy, że ja w szczęście wierzę!
Śmieijcie się, fale, lecz płyńcie pozwoli!
Żaglu mój biały, nic pędź tak do brzegu:
Ten dzień mi jeszcze nie jest dniem niedoli
I chciałbym wstrzymać jego chwile w biegu!
Gdy lądu dotkniesz, ona zaraz wstanie
I powie: “Żegnaj, bo wracam wśród ludzi!”
Cóż mi na świecie w tej chwili zostanie?
Niech więc mnie jeszcze ta chwila nie budzi!
Niech jeszcze marzę, ze mi ten dzień bogi
Na zawsze dali – że na wód krysztale
Zlały się razom losów naszych drogi,
By płynąć w wieczność – razom, jak te fale!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jutro dopiero niech będę przeklęty!
Niech gwóźdź, jej dłonią z piersi mi wyjęty,
Padnie znów ostrzem i piersi przebije!
Niech jędza nudy, która we mnie żyje,
Mózg mój wydrąży na otchłań piekielną!
Jak śmierć wystygłą – jak czas nieśmiertelną!
Lecz jutro – jutro, a nic teraz, Róże!
Tej reszty życia będę bronił wściekle -
Rozpacz mnie jutro czeka w moim piekle,
Zostaw mi dzisiaj to błękitne morze!
Zerknij też na te wiersze:
10 Styczeń 2008 - 17:04
Suuuuuuuuuuuuuuperrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!!!!
8 Czerwiec 2008 - 22:54
Oh ah, jakiez to jest wspaniale….
28 Styczeń 2009 - 20:22
potrafi ktoś zinterpretować ten wiersz?
bardzo byłabym wdzięczna